|
|
Blog > Komentarze do wpisu
pierwszy raz ......
eeehhhh. no i stalo sie :)
pierwszy raz siedze tu i pisze bedac lekko wstawionym... co za dzien dziwny dzis byl. rano rozmawialem z kolezanka ktora zdala mi relacje jak sie bawila w ten weekend. to byla bardzo krotka relacja, ale dla mnie porazajaca. jak mozna przez dwa dni wymiotowac krwia i nie pojsc do lekarza, mowiac wszystkim ze wie sie co sie stalo, co sie dzieje z organizmem?? nie rozumiem tego. probowalem ja przekonac (bezskutecznie niestety), ze moze jednak powinna sie wybrac do lekarza. zastanawialem sie co moglo jej sie stac, niestety nie jestem lekarzem i nic nie udalo mi sie znalezc. nei moge za nia decydowac...jej wybory... poznym popoludniem spotkalem na gadulce kumpla i troche sobie pogadalismy i po wspominalismy stare dobre czasy kiedy obaj mieszkalismy jeszcze w Boleslawcu.... co to sie wtedy dzialo...ojoj :) jazdeczka niebieska ;) a pozniej pyfko u znajomych w domq przy flimiku :) ciezko mi sie mysli wieczor sobotni, juz chyba zwyczajem, spedzilem w Pegazie na tancach, hulankach, swawolach. ale zanim tam dotarlem wpadlem w czasoprzestrzenna dziure opowiesci kumpla, ktory wracajac z pracy z GB zatrzymal sie popracowac w Holandii, no i wpadl na trzy dni do Polski, zobaczyc sie z prawie miesiac nie widziana zona, dzieciaczkami i znajomymi. Pegaz. coraz wiecej starych znajomych sie tam pojawia...co przyznaje, cieszy. spotaklem pana Lindeczka, tylko ja dopiero zaczynalem saczyc wareczke, a on stwierdzil ze konczy ostatnia i bryka do domku. coz... gdybym wiedzial wczesniej ze jest Flinston (ktory poszedl zanim ja przyszedlem), z ktorym Linde zaczal duzo wczesniej lykac piwko, to pewnie staralbym sie byc wczesniej, bo z Flinstonem dawno przy piwku nie gadalem. czasem tak bywa, niestety... jeszcze tylko przez dwa weekendy bede mial taki luzik, by pojsc tam i pobrykac ze znajomymi i wrocic, bezstresowo, po szostej rano do domku eh... niedlugo szkolka sie zacznie, weekendyy we Wroclawiu, i co najwazniejsze, na to mam nadzieje, kilka spotkan z Kasia :) a moze uda sie jeszcze spedzic weekend z Kasia w lutym. kto to wie? jednym slowem, mialem dosc miluski weekend. prawie cala noc spedzilem na parkiecie z Marta, czego mysmy tam nie wyprawiali :) caly czas improwizacja. oboje to uwielbiamy. tanczyc i w tancu uczucia, fascynacje i co tylko sie da, cialem okazywac , flirtowac. hihi.... nawet pewna dziewczyna, Ewa, po jednym z naszych show podeszla do mnie i powiedziala ze, nasz taniec jest milo przesaczony erotyzmem, grą cialem, i ze bardzo sie podoba i jej i jej znajomym. to bylo mile. kedy tanczymy razem, uciekamy od naszego jestestwa, zapominamy o tym ze ktos moze na nas patrzec. calkowicie zapominamy o ich oczach, spojrzeniach, usmiechach. jestesmy wolni. kazdy bawi sie tak jak lubi :) z Marta znamy sie juz kawalek czasu i lubimy razem tanczyc, pomimo tego ze ona niedlugo wychodzi za maz. ciesze sie ze w koncu trafila na faceta, ktory w calosci ja akceptuje. pasuja do siebie :) hmmm.... moze pojde juz spac oczka mi sie juz kleja i joj ziewa mi sie okrutnie kolorkowych i wam zycze wtorek, 14 lutego 2006, truman66
|